Mała spała ciągle, ani trochę się nie poruszyła, zero zerakcji. Jak dorwę tego skurwysyna, to zabiję go gołymi rękami. Nie pozwolę, żeby ktoś krzywdził moją Abigail, właściwie to nie moja, nie wie o moich uczuciach, jakie ją darze. Pewnie mnie uznaje tylko za swojego przyjaciela i nikogo więcej. Chwyciłem jej dłoń i lekko ucałowałem wierzch.
- Abbie, jeśli mnie słyszysz, wiedz, że bez względu na wszystko zawsze będę przy tobie. Nawet nie wiesz jak mi na tobie cholernie zależy, jesteś jedyną kobietą, która zawróciła mi w głowie aż tak. Nie wiem czy zapamiętasz to co ci powiedziałem, ale to wszystko było prawdą i nie traktuję cię jak przyjaciółke, tylko kogoś ważniejszego - pogładziłem jej małą bladą i wychudzoną rączkę.
- Jestem pewien, że ona czuje to samo - poklepał mnie po ramieniu Chris.
- Może, nie wiem. Jesteś jej bratem i może wiesz, co? - spojrzałem na niego pełen nadziei.
- Ricky, ona mi nigdy nie mówiła o swoich uczuciach, zawsze zatrzymywała to dla siebie i nie chciała powiedzieć. Jakbym mógł to powiedziałbym ci o tym - światełko nadziei zgasło.
- Kocham ją, kocham ją jak nikogo innego. Nigdy nie czułem jeszcze tak silnej więzi między nami - poczułem, że dłoń Abigail się poruszyła, otarłem wcześniej wylane łzy i spojrzałam na małą. Otworzyła oczy, ale odsunęła się od nas gwałtownie.
- Nie robicie mi krzywdy! - zalała się słonymi kroplami.
- Mała, nic ci nie zrobimy przecież - powiedział spokojnym głosem Motionless.
- Boję się - ukryła twarz w dłoniach.
- Nie masz czego Abbie, dobrze wiesz, że nie zrobimy ci krzywdy - zabrałem głos.
- Kochanie, jesteś bezpieczna. Już nic ci się nie stanie - Chris lekko ją chwycił za dłoń, nie wyrwała jej, tylko mocno przytuliła do brata.
- Boje się - płakała ciągle - To co mi zrobił...
- Nic nie mów, tego już nie ma - Motionless pogłaskał ją po włosach.
*Kilka dni później*
*Perspektywa Abigail*
Przez całą drogę do domu patrzałam się przez okno i próbowałam o wszystkim zapomnieć, jednak nic z tego nie wyszło. Ciągle miałam w głowie jego obleśne ręce dotykające mojego ciała. To było coś okropnego. Kiedy mój brat zaparkował pod willą, od razu wyskoczyłam z auta i poszłam na górę do mojej świątyni, zamknęłam drzwi na klucz i położyłam na łóżku. Chciałam być sama i z nikim nie rozmawiać, nawet z Chris'em, a to jemu najbardziej ufałam.
Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
-Nie chcę nikogo widzieć! - wtuliłam się w poduszkę.
- To ja - powiedział łagodnym głosem Ricky.
- Co chcesz? - podeszłam do drzwi.
- Posiedzieć z tobą.
Otworzyłam mu drzwi, ale trzymał coś za plecami
- Co ukrywasz? - spojrzałam
- Taki mały prezent - wystawił ręce i ukazał się malutki, śliczny kotek, na którego widok od razu się rozpłynęłam.
- Jaki uroczy. Dziękuję ci bardzo - uśmiechnęłam się i przytuliłam kociaka.
- Cieszę się, że ci się spodobał. Mam nadzieję, że poprawi ci humor - wyszczerzył się.
- Pewnie tak - pogłaskałam maluszka po główce.
*Kolejne kilka dni później*
*Perspektywa Chris'a*
Zapukałem do pokoju małej, ale nie otwierała, więc wszedłem sam.
- Abbie, śniadanie - pocałowałem ją w czółko.
- Jeszcze 5 minut - zasłoniła się poduszką.
- Naleśniki z nutellą!
- Dawaj mi to! - od razu zabrała mi talerz i zaczęła jeść, jej mina była bezcenna. Mam najlepszą siostrę na świecie.
- Dzisiaj muszę spadać do studia, więc Sabrina z tobą zostanie, a potem Ricky jak będziesz chciała - pocałowałem ją w czoło.
- Jasne i dziękuję ci za wszystko - mocno mnie przytuliła.
- Jesteśmy przecież rodziną, dla mnie to nic takiego - pogłaskałem ją po włosach.
***
*Perspektywa Abigail*
Jak ja się cieszę, że mogłam spędzić ten czas z Sabi. Uwielbiam jej towarzystwo i można powiedzieć, że nawet się zaprzyjaźniłyśmy. A tak poza tym, to uroczo wyglądają razem z Chris'em, widać, że bardzo się kochają.
- Lepiej już? - spytała dziewczyna gładząc moje ramie
- O wiele, miło, że się o mnie martwicie, ale nie trzeba - lekko się uśmiechnęłam.
- Czekaj chwilkę, ktoś puka do drzwi - czerwono włosa zeszła na dół, a ja bawiłam się z Richardem, czyli moim maleństwem.
- Hej mała! - nagle o mojego pokoju wpadł Ashley Purdy! Nie widziałam go tyle czasu.
- Cześć wariacie - pomachałam mu i zakryłam się kołdrą. Dalej bałam się facetów, oprócz oczywiście mojego brata.
- Jak się czujesz? Słyszałem co się stało, martwiłem się, więc postanowiłem cię odwiedzić - usiadł na łóżku.
- Polepszyło mi się. Może za kilka dni przejdzie mi - leciutko się uśmiechnęłam.
- Wyjdziemy? Na pewno przez ten czas ciągle kiblowałaś w domu, a przyda ci się trochę świeżego powietrza - uśmiechnął się.
- W sumie masz racje - kiwnęłam głową i poszłam do łazienki się ubrać wcześniej wybierając jakieś ciuchy.
Wyszłam z pomieszczenia w granatowych rurkach oraz bluzie z The Pretty Reckless - Możemy już iść - zakomunikowałam. Chwyciłam moją skórzaną kurtkę i wyszliśmy do parku.
Przez cały spacer mówiliśmy, co robiliśmy przez te kilka lat, kiedy ostatnio się widzieliśmy.
- Wiesz, gdyby nie internet, nigdy bym nie pomyślał, że będzie z ciebie taka seksowna kobieta - uśmiechnął się uroczo.
- Za to ty, prawie wcale się nie zmieniłeś, chociaż z lekkim make up'em ci do twarzy - stanęłam na palcach i poczochrałam mu włosy.
- Ej! Tak się Nie bawimy! - wziął mnie na ręce i zaczął obracać.
- Przestań! Proszę, zrobię co zechcesz! - krzyczałam i mocno się go trzymałam.
- Pocałuj mnie - spojrzał mi w oczy - Tak jak kiedyś - pogłaskał mój policzek.
- Boję się - przymknęłam oczy.
- Nie masz czego - musnął lekko moje usta, a ja po chwili odwzajemniłam.
*Perspektywa Ricky'ego*
Wyszedłem z kwiaciarni i szedłem w stronę domu Abbie, ale kiedy zobaczyłem ją w objęciach tego dziwkaża Purdy'ego wyrzuciłem bukiet i wróciłem do siebie. Poczułem jak łzy spływają po moim policzku, moja miłość właśnie obściskiwała się z największym podrywaczem w całej Kaliforni. Nie mogłem na to patrzeć.
- Czemu nie możemy być szczęśliwi razem? - wziąłem nasze zdjęcie w ramce do rąk i dotknąłem opuszkiem palców jej obrazek. Byłem załamany, straciłem już całą nadzieje na to, że mała mnie pokocha.
*Perspektywa Abbie*
Po jakiś kilku minutach oderwaliśmy się od siebie z Ash'em.
- Dalej zajebiście całujesz - wyszeptał mi do ucha
- Wzajemnie - cicho się zaśmiałam.
- Chodź, odprowadzę cię - chwycił mnie za dłoń i wróciliśmy do domu.
- Dziękuję ci, że wywaliłeś mnie z pokoju, potrzebowałam tego - uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Cała przyjemność po mojej stronie - lekko się ukłonił. Jaki z niego gentelmen.
- Do zobaczenia - szybko go pocałowałam i weszłam do środka i wróciłam do swojej komnaty. Wyciągnęłam spod łóżka pamiętnik i zapisałam wszystkie moje myśli z dzisiaj.
Kiedy schowałam mój notem postanowiłam zadzwonić do Horrora, który miał tu być z jakąś godzinę temu. Dzwoniłam, ale ciągle włączała się sekretarka.
No trudno, może czasu dzisiaj nie ma - pomyślałam. Położyłam się, przykryłam kołdrą i zasnęłam.
------------------------------------
Przepraszam bardzo, że tak długo nie było rozdziału, ale brak weny :(
Nie bijcie za to, że krótki! :'(
- Cieszę się, że ci się spodobał. Mam nadzieję, że poprawi ci humor - wyszczerzył się.
- Pewnie tak - pogłaskałam maluszka po główce.
*Kolejne kilka dni później*
*Perspektywa Chris'a*
Zapukałem do pokoju małej, ale nie otwierała, więc wszedłem sam.
- Abbie, śniadanie - pocałowałem ją w czółko.
- Jeszcze 5 minut - zasłoniła się poduszką.
- Naleśniki z nutellą!
- Dawaj mi to! - od razu zabrała mi talerz i zaczęła jeść, jej mina była bezcenna. Mam najlepszą siostrę na świecie.
- Dzisiaj muszę spadać do studia, więc Sabrina z tobą zostanie, a potem Ricky jak będziesz chciała - pocałowałem ją w czoło.
- Jasne i dziękuję ci za wszystko - mocno mnie przytuliła.
- Jesteśmy przecież rodziną, dla mnie to nic takiego - pogłaskałem ją po włosach.
***
*Perspektywa Abigail*
Jak ja się cieszę, że mogłam spędzić ten czas z Sabi. Uwielbiam jej towarzystwo i można powiedzieć, że nawet się zaprzyjaźniłyśmy. A tak poza tym, to uroczo wyglądają razem z Chris'em, widać, że bardzo się kochają.
- Lepiej już? - spytała dziewczyna gładząc moje ramie
- O wiele, miło, że się o mnie martwicie, ale nie trzeba - lekko się uśmiechnęłam.
- Czekaj chwilkę, ktoś puka do drzwi - czerwono włosa zeszła na dół, a ja bawiłam się z Richardem, czyli moim maleństwem.
- Hej mała! - nagle o mojego pokoju wpadł Ashley Purdy! Nie widziałam go tyle czasu.
- Cześć wariacie - pomachałam mu i zakryłam się kołdrą. Dalej bałam się facetów, oprócz oczywiście mojego brata.
- Jak się czujesz? Słyszałem co się stało, martwiłem się, więc postanowiłem cię odwiedzić - usiadł na łóżku.
- Polepszyło mi się. Może za kilka dni przejdzie mi - leciutko się uśmiechnęłam.
- Wyjdziemy? Na pewno przez ten czas ciągle kiblowałaś w domu, a przyda ci się trochę świeżego powietrza - uśmiechnął się.
- W sumie masz racje - kiwnęłam głową i poszłam do łazienki się ubrać wcześniej wybierając jakieś ciuchy.
Wyszłam z pomieszczenia w granatowych rurkach oraz bluzie z The Pretty Reckless - Możemy już iść - zakomunikowałam. Chwyciłam moją skórzaną kurtkę i wyszliśmy do parku.
Przez cały spacer mówiliśmy, co robiliśmy przez te kilka lat, kiedy ostatnio się widzieliśmy.
- Wiesz, gdyby nie internet, nigdy bym nie pomyślał, że będzie z ciebie taka seksowna kobieta - uśmiechnął się uroczo.
- Za to ty, prawie wcale się nie zmieniłeś, chociaż z lekkim make up'em ci do twarzy - stanęłam na palcach i poczochrałam mu włosy.
- Ej! Tak się Nie bawimy! - wziął mnie na ręce i zaczął obracać.
- Przestań! Proszę, zrobię co zechcesz! - krzyczałam i mocno się go trzymałam.
- Pocałuj mnie - spojrzał mi w oczy - Tak jak kiedyś - pogłaskał mój policzek.
- Boję się - przymknęłam oczy.
- Nie masz czego - musnął lekko moje usta, a ja po chwili odwzajemniłam.
*Perspektywa Ricky'ego*
Wyszedłem z kwiaciarni i szedłem w stronę domu Abbie, ale kiedy zobaczyłem ją w objęciach tego dziwkaża Purdy'ego wyrzuciłem bukiet i wróciłem do siebie. Poczułem jak łzy spływają po moim policzku, moja miłość właśnie obściskiwała się z największym podrywaczem w całej Kaliforni. Nie mogłem na to patrzeć.
- Czemu nie możemy być szczęśliwi razem? - wziąłem nasze zdjęcie w ramce do rąk i dotknąłem opuszkiem palców jej obrazek. Byłem załamany, straciłem już całą nadzieje na to, że mała mnie pokocha.
*Perspektywa Abbie*
Po jakiś kilku minutach oderwaliśmy się od siebie z Ash'em.
- Dalej zajebiście całujesz - wyszeptał mi do ucha
- Wzajemnie - cicho się zaśmiałam.
- Chodź, odprowadzę cię - chwycił mnie za dłoń i wróciliśmy do domu.
- Dziękuję ci, że wywaliłeś mnie z pokoju, potrzebowałam tego - uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Cała przyjemność po mojej stronie - lekko się ukłonił. Jaki z niego gentelmen.
- Do zobaczenia - szybko go pocałowałam i weszłam do środka i wróciłam do swojej komnaty. Wyciągnęłam spod łóżka pamiętnik i zapisałam wszystkie moje myśli z dzisiaj.
Kiedy schowałam mój notem postanowiłam zadzwonić do Horrora, który miał tu być z jakąś godzinę temu. Dzwoniłam, ale ciągle włączała się sekretarka.
No trudno, może czasu dzisiaj nie ma - pomyślałam. Położyłam się, przykryłam kołdrą i zasnęłam.
------------------------------------
Przepraszam bardzo, że tak długo nie było rozdziału, ale brak weny :(
Nie bijcie za to, że krótki! :'(

Ojojoj, co tu się narobiło...XD
OdpowiedzUsuńEhh, ja i tak mam nadzieję, że Abigail będzie z Horror'em.
Tak poza tym to super piszesz, muszę Ci to przyznać.
Zapraszam do siebie na bloga
my-psychic-world.blogspot.com
Płaczę razem z olsonem, ale wierze, ze będą razem *,* tak dlugo czekalam na ten rozdzial, myslalam ze bedzie kizi mizi a ona sie z ashem liże :'""(
OdpowiedzUsuńej kiedy nowy :c ?
OdpowiedzUsuńdodaj coś bo ja już nie mogę czekać dłużej :c /blackbitch
OdpowiedzUsuńOj Ash Ash..przychodzisz calujesz i mieszasz.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że jakoś się ułoży między nią o Horrorem..no kurcze ja tu liczylam na romantyczny wieczór.
Droga Calley, blagam o następny rozdzial :-: