sobota, 28 marca 2015

Rozdział 3

*Perspektywa Ricky'ego*

Mała spała ciągle, ani trochę się nie poruszyła, zero zerakcji. Jak dorwę tego skurwysyna, to zabiję go gołymi rękami. Nie pozwolę, żeby ktoś krzywdził moją Abigail, właściwie to nie moja, nie wie o moich uczuciach, jakie ją darze. Pewnie mnie uznaje tylko za swojego przyjaciela i nikogo więcej. Chwyciłem jej dłoń i lekko ucałowałem wierzch.
- Abbie, jeśli mnie słyszysz, wiedz, że bez względu na wszystko zawsze będę przy tobie. Nawet nie wiesz jak mi na tobie cholernie zależy, jesteś jedyną kobietą, która zawróciła mi w głowie aż tak. Nie wiem czy zapamiętasz to co ci powiedziałem, ale to wszystko było prawdą i nie traktuję cię jak przyjaciółke, tylko kogoś ważniejszego - pogładziłem jej małą bladą i wychudzoną rączkę.
- Jestem pewien, że ona czuje to samo - poklepał mnie po ramieniu Chris.
- Może, nie wiem. Jesteś jej bratem i może wiesz, co? - spojrzałem na niego pełen nadziei.
- Ricky, ona mi nigdy nie mówiła o swoich uczuciach, zawsze zatrzymywała to dla siebie i nie chciała powiedzieć. Jakbym mógł to powiedziałbym ci o tym - światełko nadziei zgasło.
- Kocham ją, kocham ją jak nikogo innego. Nigdy nie czułem jeszcze tak silnej więzi między nami - poczułem, że dłoń Abigail się poruszyła, otarłem wcześniej wylane łzy i spojrzałam na małą. Otworzyła oczy, ale odsunęła się od nas gwałtownie.
- Nie robicie mi krzywdy! - zalała się słonymi kroplami.
- Mała, nic ci nie zrobimy przecież - powiedział spokojnym głosem Motionless.
- Boję się - ukryła twarz w dłoniach.
- Nie masz czego Abbie, dobrze wiesz, że nie zrobimy ci krzywdy - zabrałem głos.
- Kochanie, jesteś bezpieczna. Już nic ci się nie stanie  - Chris lekko ją chwycił za dłoń, nie wyrwała jej, tylko mocno przytuliła do brata.
- Boje się - płakała ciągle - To co mi zrobił...
- Nic nie mów, tego już nie ma - Motionless pogłaskał ją po włosach.

*Kilka dni później*

*Perspektywa Abigail*

Przez całą drogę do domu patrzałam się przez okno i próbowałam o wszystkim zapomnieć, jednak nic z tego nie wyszło. Ciągle miałam w głowie jego obleśne ręce dotykające mojego ciała. To było coś okropnego. Kiedy mój brat zaparkował pod willą, od razu wyskoczyłam z auta i poszłam na górę do mojej świątyni, zamknęłam drzwi na klucz i położyłam na łóżku. Chciałam być sama i z nikim nie rozmawiać, nawet z  Chris'em, a to jemu najbardziej ufałam.
Po chwili ktoś zapukał do drzwi.
-Nie chcę nikogo widzieć! - wtuliłam się w poduszkę.
- To ja - powiedział łagodnym głosem Ricky.
- Co chcesz? - podeszłam do drzwi.
- Posiedzieć z tobą.
Otworzyłam mu drzwi, ale trzymał coś za plecami
- Co ukrywasz? - spojrzałam
- Taki mały prezent - wystawił ręce i ukazał się malutki, śliczny kotek, na którego widok od razu się rozpłynęłam.


- Jaki uroczy. Dziękuję ci bardzo - uśmiechnęłam się i przytuliłam kociaka.
- Cieszę się, że ci się spodobał. Mam nadzieję, że poprawi ci humor - wyszczerzył się.
- Pewnie tak - pogłaskałam maluszka po główce.

*Kolejne kilka dni później*

*Perspektywa Chris'a*

Zapukałem do pokoju małej, ale nie otwierała, więc wszedłem sam.
- Abbie, śniadanie - pocałowałem ją w czółko.
- Jeszcze 5 minut - zasłoniła się poduszką.
- Naleśniki z nutellą!
- Dawaj mi to! - od razu zabrała mi talerz i zaczęła jeść, jej mina była bezcenna. Mam najlepszą siostrę na świecie.
- Dzisiaj muszę spadać do studia, więc Sabrina z tobą zostanie, a potem Ricky jak będziesz chciała - pocałowałem ją w czoło.
- Jasne i dziękuję ci za wszystko - mocno mnie przytuliła.
- Jesteśmy przecież rodziną, dla mnie to nic takiego - pogłaskałem ją po włosach.

***

*Perspektywa Abigail*

Jak ja się cieszę, że mogłam spędzić ten czas z Sabi. Uwielbiam jej towarzystwo i można powiedzieć, że nawet się zaprzyjaźniłyśmy. A tak poza tym, to uroczo wyglądają razem z Chris'em, widać, że bardzo się kochają.
- Lepiej już? - spytała dziewczyna gładząc moje ramie
- O wiele, miło, że się o mnie martwicie, ale nie trzeba - lekko się uśmiechnęłam.
- Czekaj chwilkę, ktoś puka do drzwi - czerwono włosa zeszła na dół, a ja bawiłam się z Richardem, czyli moim maleństwem.
- Hej mała! - nagle o mojego pokoju wpadł Ashley Purdy! Nie widziałam go tyle czasu.
- Cześć wariacie - pomachałam mu i zakryłam się kołdrą. Dalej bałam się facetów, oprócz oczywiście mojego brata.
- Jak się czujesz? Słyszałem co się stało, martwiłem się, więc postanowiłem cię odwiedzić - usiadł na łóżku.
- Polepszyło mi się. Może za kilka dni przejdzie mi - leciutko się uśmiechnęłam.
- Wyjdziemy? Na pewno przez ten czas ciągle kiblowałaś w domu, a przyda ci się trochę świeżego powietrza - uśmiechnął się.
- W sumie masz racje - kiwnęłam głową i poszłam do łazienki się ubrać wcześniej wybierając jakieś ciuchy.
Wyszłam z pomieszczenia w granatowych rurkach oraz bluzie z The Pretty Reckless - Możemy już iść - zakomunikowałam. Chwyciłam moją skórzaną kurtkę i wyszliśmy do parku.
Przez cały spacer mówiliśmy, co robiliśmy przez te kilka lat, kiedy ostatnio się widzieliśmy.
- Wiesz, gdyby nie internet, nigdy bym nie pomyślał, że będzie z ciebie taka seksowna kobieta - uśmiechnął się uroczo.
- Za to ty, prawie wcale się nie zmieniłeś, chociaż z lekkim make up'em ci do twarzy - stanęłam na palcach i poczochrałam mu włosy.
- Ej! Tak się Nie bawimy! - wziął mnie na ręce i zaczął obracać.
- Przestań! Proszę, zrobię co zechcesz! - krzyczałam i mocno się go trzymałam.
- Pocałuj mnie - spojrzał mi w oczy - Tak jak kiedyś - pogłaskał mój policzek.
- Boję się - przymknęłam oczy.
- Nie masz czego - musnął lekko moje usta, a ja po chwili odwzajemniłam.

*Perspektywa Ricky'ego*

Wyszedłem z kwiaciarni i szedłem w stronę domu Abbie, ale kiedy zobaczyłem ją w objęciach tego dziwkaża Purdy'ego wyrzuciłem bukiet i wróciłem do siebie. Poczułem jak łzy spływają po moim policzku, moja miłość właśnie obściskiwała się z największym podrywaczem w całej Kaliforni. Nie mogłem na to patrzeć.
- Czemu nie możemy być szczęśliwi razem? - wziąłem nasze zdjęcie w ramce do rąk i dotknąłem opuszkiem palców jej obrazek. Byłem załamany, straciłem już całą nadzieje na to, że mała mnie pokocha.

*Perspektywa Abbie*

Po jakiś kilku minutach oderwaliśmy się od siebie z Ash'em.
- Dalej zajebiście całujesz - wyszeptał mi do ucha
- Wzajemnie - cicho się zaśmiałam.
- Chodź, odprowadzę cię - chwycił mnie za dłoń i wróciliśmy do domu.
- Dziękuję ci, że wywaliłeś mnie z pokoju, potrzebowałam tego - uśmiechnęłam się do niego szeroko.
- Cała przyjemność po mojej stronie - lekko się ukłonił. Jaki z niego gentelmen.
- Do zobaczenia - szybko go pocałowałam i weszłam do środka i wróciłam do swojej komnaty. Wyciągnęłam spod łóżka pamiętnik i zapisałam wszystkie moje myśli z dzisiaj.
Kiedy schowałam mój notem postanowiłam zadzwonić do Horrora, który miał tu być z jakąś godzinę temu. Dzwoniłam, ale ciągle włączała się sekretarka.
No trudno, może czasu dzisiaj nie ma - pomyślałam. Położyłam się, przykryłam kołdrą i zasnęłam.

------------------------------------
Przepraszam bardzo, że tak długo nie było rozdziału, ale brak weny :(
Nie bijcie za to, że krótki! :'( 

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 2

*Perspektywa Abigail*

Weszliśmy cali uśmiechnięci do wana. Nareszcie koniec trasy! Odpoczniemy w końcu, a zwłaszcza chłopaki, widać, że są strasznie zmęczeni trasą po całej Europie.
Postanowiliśmy, że dzisiaj wszyscy będziemy spać u mnie i Chris'a, zrobimy sobie pidżama party.
Po kilkunastu godzinach lotu w końcu dotarliśmy na miejsce. Jak ja tęskniłam bardzo za domem. Wyciągnęliśmy śpiwory i rozłożyliśmy je w salonie zajadając chipsy, popcorn, pizzę oraz pijąc colę czy też alkohol. Ja z Chris'em i Ricky'm nie piliśmy bo źle nam się to kojarzyło, a Horror postanowił czuwać nad resztą i pilnować, żeby żadnemu z nim nie odpierdoliło.

Wszyscy się bardzo dobrze bawili, o dziwo ja też! Nie jestem zbytnio towarzyską osobą, ale dzięki chłopakom bardziej się otworzyłam, z czego Chris był bardzo zadowolony. W sumie ja też, może to będzie czas zmian. Przez jakieś dwie godziny graliśmy w butelkę i ponownie wypadło na mnie.
- Z kim się po raz pierwszy całowałaś? - zapytał Josh, a my z Chris'em wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ah... wspomnienia - uśmiechnęłam się do siebie. - Pamiętacie jak byliście supportem Black Veil Brides w 2010 roku? - przytaknęli. - Przed koncertem w Nashville gadałam z Ashley'em i mu wyznałam, że jestem jego wielką fanką i bardzo bym chciała go pocałować, a on bez słowa wepchnął mi język do gardła co bardzo mi się spodobało. Więcej już się z nikim nie całowałam - najpierw wszyscy zamilkli, ale po chwili w całym pokoju było słychać śmiechy.
- Serio? - Ricky nie umiał w to uwierzyć.
- Na początku sam nie umiałem w to uwierzyć dopóki Jake mi zdjęcia nie pokazał - mówił próbując powstrzymać śmiech co kiepsko mu wychodziło.
- I przez 4 lata w ogóle się z nikim nie całowałaś? - głos zabrał Ghost.
- Nie było z kim - wzruszyłam ramionami.
- Mamy tu ochotnika! - Chris wskazał na Horrora, a ten się lekko zarumienił. Jakie to słodkie, cudowny z niego przyjaciel.
- Eeee...To znaczy, ah nie ważne - zakrył twarz włosami.
- Ej no nie wstydź się - czochram mu włosy - Przecież to nic takiego - uśmiechnęłam się do niego i przytuliłam do siebie. On natomiast nic więcej nie powiedział tylko wtulił się we mnie.
- Jaka z was urocza parka! - Ryan zrobił nam zdjęcie, a Olson zrobił się jeszcze bardziej czerwony.
- Eh Rich, co jest? - spojrzałam na niego.
- Nic, nic - wyrwał się z moich ramion i poszedł w stronę łazienki, a Chris za nim. Nie wiem o co chodzi. Powiedziałam coś nie tak?

*Perspektywa Ricky'ego*

Zabije, no kurwa zabije Ryana. Jeszcze trochę i bym się wygadał. Mogłem jednak zostać u siebie w domu i pisać piosenki, ale te ciepłe ramiona Abbie, które mnie obejmowały, mogłem tak w nich trwać cały czas. Kurde no kocham ją. Przyjaźnimy się tyle czasu, a ja nadal jej tego nie powiedziałem. Idiota ze mnie i tchórz. Obmyjem twarz lodowatą wodą i oparłem się rękami o umywalkę myśląc o tym wszystkim co się wydarzyło, do czasu aż nie usłyszałem pukania do drzwi, nie chciałem z nikim gadać.
- Ricky! Wiem, że tam jesteś. Proszę cię otwórz - to był Chris. Mam nadzieję, że jest sam. Otworzyłem mu, a on wszedł i zamknął za sobą drzwi.
- Stary co się dzieje? - położył mi dłoń na ramieniu.
- Nic, wszystko w porządku - odgarnąłem swoje włosy.
- Nie kłam, wiem, że coś się stało. Powiedz, przecież jesteśmy przyjaciółmi, możemy sobie ufać - spojrzał mi w oczy. Dobra, mam już dość życia w tajemnicy.
- Obiecujesz, że nikomu nie powiesz? A zwłaszcza chłopakom. To ma być między mną, a tobą.
- Obiecuję brachu - przyłożył rękę do serca.
- Eh... No bo chodzi o to, że... Jestem zakochany - wydusiłem to w końcu z siebie po pięciu latach.
- To świetnie! Kim jest ta szczęściara chłopie? - poklepał mnie po ramieniu uśmiechając się szeroko, za to ja popatrzałem na niego znacząco. - Chyba nie mówisz, że to moja malutka Abigail? - rozszerzył oczy.
- Tak Chris, to ona - ukryłem twarz w dłoniach.
- Nie żartujesz - stwierdził - Jak długo? - zapytał.
- Od początku - uśmiechnąłem się na wspomnienie dnia, kiedy dołączyłem do zespołu i poznałem małą. Średniej wysokości szatynka z dużymi, cudnymi niebieskimi oczami oraz bardzo lekkim makijażem, a teraz dojrzała piękna kobieta z czerwonymi do pasa włosami, mocnym make up'em i piercingiem. Wrażliwa bardzo, czuła, nieśmiała, trochę odizolowana od społeczeństwa, ufa kilku osobom, ale najbardziej Chris'owi i mnie.
- Kochasz ją, prawda? - spojrzał ma mnie.
- Jak nikogo innego na świecie - powiedziałem szczerze.
- Ufam ci Ricky i wiem, że jej nie skrzywdzisz. Kiedy mnie nie będzie przy niej, opiekuj się nią dobrze - uśmiechnął się lekko.
- Masz to jak w banku. Nie martw się, będzie w dobrych rękach - odwzajemniłem uśmiech.

*Perspektywa Abigail*

Chłopakom skończył się alkohol, brat i Horror gdzieś poszli, a jako, że tylko ja byłam trzeźwa to poszłam im kupić. Zbliżałam się do pobliskiego monopolowego, aż ktoś zasłonił mi usta i zaprowadził w jakąś ciemną uliczkę, nie mogłam krzyczeć, a kiedy próbowałam się wyrwać, ale za każdym razem dostałam pięścią w brzuch, czy też inną część ciała. Rzucił mnie na ziemie i zaczął rozbierać, nie mogłam się ruszać, umiałam tylko płakać. Na nic więcej mnie nie było stać, tylko na łzy.
Ściągnął ze mnie wszystko i przeszedł od razu do rzeczy. Czułam się w tym momencie jak dziwka. Jak nic nie warta lalka, którą właśnie ktoś się świetnie bawi. Krzyczałam z bólu, a on robił to coraz agresywniej. Widziałam kałużę krwi, a na jego ustach szyderczy uśmiech.
Po pewnym czasie przestał, ubrał się i uciekł, a ja zostałam sama naga we własnej krwi.

*Perspektywa Chris'a*

Wyszliśmy z Ricky'm z łazienki i poszliśmy do chłopaków, ale kogoś brakowało. Nie było z nimi Abbie.
- Gdzie moja siostra?! - prawie krzyknąłem.
- Poszła po alkohol dla nas - powiedział już wstawiony Angelo.
- Idioci! Jest druga w nocy! O tej porze łażą jakieś podejrzane typy! Mogło się jej coś stać! - szybko wziąłem kurtkę i wybiegłem z domu udając się do najbliższego całodobowego sklepu monopolowego, Olson pobiegł za mną.
Szukaliśmy jej wszędzie, ale bez skutku. Po chwili zajrzeliśmy w jakiś ciemny kąt, leżało tam coś. Podeszliśmy bliżej, a tam zobaczyliśmy Abbie, moją malutką niewinną Abbie całą we krwi, nagą, zgwałcona. Zabiję tego, kto jej to zrobił.
-------------------------------------
Na początek ten rozdział dedykuje ukochanemu anonimkowi z aska, który bardzo chciał rozdział :*
Namieszałam bardzo, prawda? Jednak mam nadzieję, że podobało wam się i pojawią się parę miłych komentarzy, ale jeśli coś nie przypadło do gustu to oczywiście piszcie :3 Chętnie poczytam wasze oceny ;)
To chyba tyle :D Do zobaczenia w następnym rozdziale kochani ♥†♥

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 1

*Perspektywa Chris'a*

Zmęczeni wróciliśmy do wana i od razu padliśmy na kanapę. Abbie dała nam coś do picia i usiadła między mną, a Ricky'm.
- Byliście wspaniali chłopaki! Jestem z was taka dumna! - zachwycała się mała.
- Dzięki, ale to nic takiego. Po prostu robimy to co kochamy - uśmiechnął się do niej Horror.
- I świetnie wam to wychodzi - przytuliła go mocno.
- Jeszcze jeden dzień i wracamy w końcu do domu! - powiedział radośnie Josh.
- Nareszcie, tęskniłem za Alex - uśmiechnął się do siebie Ryan.
- Właściwie to wszyscy tęskniliśmy za naszymi dziewczynami. - stwierdził Ghost.
- No nie każdy - odezwałem się.
- Myślałam, że jesteś z Megan albo Ash - spojrzała na mnie siostra.
- Młoda, my się tylko przyjaźnimy.
- Jaaasne. I tak nie uwierzę - wystawiła mi język, a ja za to jej poczochrałem włosy.

Po rozmawialiśmy trochę jeszcze i poszliśmy spać. Byliśmy bardzo zmęczeni koncertem, ale i tak strasznie się cieszyliśmy, że możemy występować przed naszymi fanami.

*Perspektywa Abigail*

Nie umiałam zasnąć. Ciągle śniła mi się matka albo ojciec. Obudziłam się z krzykiem, a w pokoju pojawił się Olson, który od razu mnie przytulił.
- Co się stało mała? - pogłaskał moje włosy.
- Nic, po prostu miałam zły sen - wtuliłam się mocno w niego.
- Cichutko, już wszystko okej. Jestem przy tobie - wziął mnie na kolana i jeszcze mocniej przytulił.
- Dziękuję ci Ricky - ziewnęłam.
- Nie masz za co, zawsze będę przy tobie - pocałował mnie w policzek - Idź już spać, musisz odpocząć - położył mnie na łóżku. - Dobranoc - przytulił mnie
- Dobranoc - zasnęłam.

Wiedziałam, że Horror nic mi nie zrobi. Znam go tyle lat i wiem, że mogę mu ufać. To wspaniały przyjaciel i brat. Nie wiem co bym zrobiła, gdyby miało go zabraknąć w moim życiu, właściwie to stał się jego częścią. Dobrze, że jest jak jest. Gdybyśmy nie uciekli z Chris'em to pewnie mnie już nie było.

*Ranek*

Wstałam z łóżka najwyraźniej pierwsza, bo było cicho, a zawsze na śniadaniu któryś z chłopaków się kłóci, albo napierdala jedzeniem.
Zaczęłam robić wszystkim jajecznicę z bekonem i poczułam jak ktoś mnie klepie w tyłek. Szybko wzięłam tego kogoś rękę i mocno wykręciłam.
- Aua! Spokojnie mała! To ja! - odezwał się Angelo.
- Nigdy więcej tak nie rób, jasne?! - spojrzałam na niego z mordem w oczach.
- Okej, przepraszam - odsunął się i usiadł na kanapie. Podałam mu jego porcję i poszłam obudzić resztę. Wszyscy spali jak aniołki, jednak postanowiłam im przerwać te erotyczne sny. W końcu to Motionless In White, o niczym innym nie myślą. Puściłam z głośnika Immaculate Misconception i od razu wszyscy wstali na baczność.
- Dzień dobry śpiochy! Śniadanko na was czeka - wróciłam do kuchni, a Czarnuchy (od autorki: Musiałam to użyć! XD) po minucie byli. Dałam im talerze z jedzeniem i poszłam znowu do siebie.
Nie miałam właściwie nic do roboty, więc oglądałam wywiady z MIW. Ciągle patrzałam się na Olsona, uśmiechał się praktycznie przez całe nagrywanie. Wyglądał tak uroczo. Widać, że jest wspaniałym, kochanym człowiekiem.
Znalazłam także jeden ze mną i Chris'em. Był chyba opublikowany jakis rok temu, opowiadaliśmy o nas, o muzyce. Mówili, że jesteśmy najbardziej kochającym się rodzeństwem. Co się tu dziwić? Po tym co się stało kiedyś bardzo się do siebie zbliżyliśmy i nie odstępujemy na krok. Nie wiem co bym zrobiła bez niego.
Usłyszałam pukanie do drzwi i ujrzałam w nich mojego brata. Od razu na jego widok się uśmiechnęłam.
- Mała? Co tak siedzisz sama? - usiadł obok mnie na łóżku.
- Tak jakoś. Wiesz, że zawsze siedzę sama - oparłam głowę o jego ramię.
- A może czas to zmienić? Może w końcu otworzysz się do ludzi? - pogładził moje ramiona.
- Niee, wolę samotność. Przywykłam do tego - uśmiechnęłam się do siebie.
- Wiesz, dojechaliśmy na miejsce koncertu, a do niego zostało kilka godzin to może wyjdziemy gdzieś razem z Ricky'm? - zaproponował.
- No pewnie! - prawie skoczyłam z radości.
- Uwielbiam cię widzieć szczęśliwą - uśmiechnął się szeroko.
- Z wami jestem najszczęśliwsza na świecie - przytuliłam go mocno.
- To idziemy? - podał mi moją torebkę.
- Tak! - założyłam swoje buty i razem z Horrorem wyszliśmy z t-busa.

***

Przez parę godzin chodziliśmy po sklepach, pokupowaliśmy sobie kilka rzeczy, poszliśmy na lody, i do wesołego miasteczka, aż nadszedł czas powrotu do "domu" bo za dwie godziny chłopacy mieli ostatni koncert.
- Czemu nas nie zabraliście wy nie dobrzy ludzie?! - marudził Josh.
- Trzeba było iść, a nie oglądać telewizję - poczochrałam mu włosy.
- Nasz wczorajszy koncert grali - wystawił język.
- A to ty go nie widziałeś? - spytałam z sarkazmem.
- Tak jakoś wyszło, że nie - zrobił fochnięty dziubek.
- Oj ty biedaczku - pogłaskałam go po główce i przytuliłam do siebie. - Dobra, koniec tych czułości! Do roboty i dawajcie czadu na scenie! - pogoniłam ich, a oni szybko zaczęli się malować.
Po godzinie skończyli i czekali na backstage'u aż support skończy grać i nadejdzie ich kolei.
- Powodzenia chłopaki - każdy mi pomachał, a Ricky musnął mój policzek. Kochany wariat. Jest cudowny.

Chłopacy na chwilę przestali grać, nie wiem co się działo. Po chwili Chris zabrał głos.
- Kochani, jak wiecie to już nasz ostatni występ na tej trasie, ale nie smućcie się bo już za parę miesięcy wydajemy nasz kolejny album i mamy nadzieję, że będzie on wielkim sukcesem. - na chwilę zamilknął. - Chciałbym jeszcze podziękować mojej malutkiej siostrzyczce, która codziennie daje mi siły. Jest najważniejszą osobą w całym moim życiu i kocham ją ponad wszystko. To dla ciebie Abbie, moja cudowna wiedźmo - zaczęli grać piosenkę Abigail. Ja za to zaczęłam się cicho śmiać. Kochany wariat. Koncert skończyli tą piosenką i wrócili. Cieszę się z ich sukcesu, są wspaniałym zespołem, bardzo dużo osiągną, ja to wiem.

--------------------------
I jak pierwszy rozdział? Nie jestem zbytnio do niego przekonana ;/ Chyba zaczynam coraz gorzej pisać :( Jednak mam nadzieję, że wam się podobało :3 Liczne na kilka ciepłych oraz motywującyh mnie komentarzy bo to dzięki wam jest ten oraz mój drugi blog <3 Dziękuję wam wszystkim, że jesteście ze mną i czytacie moje bazgroły :* Calley was mocno wszystkich kocha! ♥
Do następnego ;33

sobota, 4 października 2014

Prolog

*Przeszłość*

*Perspektywa Abigail*

Siedziałam sama w szafie cicho płacząc, słyszałam tylko krzyki rodziców oraz Chris'a. Bałam się, że znowu coś mu zrobią, nie chciałam, żeby mojemu bratu coś się stało. Wyciągnęłam z kieszeni spodni żyletkę, którą miałam z temperówki i lekko przejechałam po mojej wychudzonej ręce. Nie przestawałam płakać, ale nagle usłyszałam jak drzwi od pokoju się otwierają, przymknęłam szafę i czekałam aż ten ktoś pójdzie. Drzwiczki się otworzyły, a w nich zobaczyłam posiniaczonego Chris'a. Od razu rzuciłam mu się na szyję, on wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Lekko pogładził moje rany.
- Miałaś już tego nie robić mała - popatrzył na mnie smutno.
- Przepraszam - otarłam łzy. - Ty też miałeś przestać - chwyciłam jego dłoń.
- Mną się nie przejmuj, najważniejsze, żeby tobie się nic nie stało - pocałował mnie w czoło. - A teraz zaśnij Abbie. - położył się obok mnie i przytulił mocno.
- Dobranoc Chris - wtuliłam się w niego i słuchałam bicia jego serca.
- Dobranoc mała - ponownie ucałował moje czoło i zasnęliśmy.

*Dwa lata później*

Był środek nocy, spałam jak zabita w łóżku, ale poczułam jak ktoś mnie lekko szarpie za ramię, bałam się. Myślałam, że to mama znowu chce mnie pobić, albo ojciec, który ponownie chce się mną pobawić. Jednak to był mój brat.
- Abigail, wstawaj, musimy iść - powoli wygramoliłam się z łóżka szukając jakiś ubrań, ale nie znalazłam niczego.
- Chris? Gdzie są moje rzeczy? - spytałam przecierając oczy.
- Tutaj mała, ubierz je, szybko - podał mi torbę. W pośpiechu się ubrałam. Mój brat wystawił do mnie dłoń, więc ją chwyciłam i podeszliśmy do jedynego okna na naszym strychu. Chris wziął kilka prześcieradeł i związał je ze sobą, jeden koniec przywiązał do ramy łóżka, a drugi rzucił przez okno.
- Posłuchaj teraz mała - pochylił się i spojrzał mi w oczy. - Ja zejdę teraz na dół, a kiedy już skończę to ty zrobisz to samo, dobrze? - ja w odpowiedzi kiwnęłam twierdząco głową. - Dobrze, to teraz czekaj, aż ja będę na dole - pocałował mnie w policzek, chwycił dwie torby na ramiona i zaczął powoli schodzić po "linie". Po chwili był już na dole i dał mi znak, żebym też zeszła. Szybko wzięłam mojego ulubionego misia, którego od niego dostałam i usiadłam na krawędzi okna. Chwyciłam prześcieradło i powoli zniżałam się po nim. Kilka sekund później usłyszałam skrzypnięcie i spadałam w dół. Jednak nie zetknęłam się z ziemią bo wylądowałam w ramionach mojego brata.
- Wszystko w początku Abbie? - spytał zmartwiony.
- Tak, nic mi nie jest - mocno go przytuliłam. - Rama od łóżka musiała się złamać bo nie widzę, żeby rodzice się obudzili. - spojrzałam na niego.
- No dobrze, chodźmy zanim się zorientują, że nas nie ma - ponownie chwycił moją dłoń i szliśmy ulicą w nieznanym kierunku. Mało jechało samochodów, a Chris próbował każdy zatrzymać, jednak to nie podziałało. Zmęczeni usiedliśmy na polance przy drodze, zjedliśmy po kanapce z serem i popiliśmy wodą. Postanowiliśmy odpocząć, ale nagle oślepiło nas światło. Przed nami zatrzymał się samochód, z którego wyszła jakaś kobieta.
- Pomóc wam może? - zapytała z troską.
- Podwózki - odezwał się mój brat.
- A dokąd się wybieracie? - ukucnęła przed nami.
- Do Philadelphi - odpowiedział.
- To macie szczęścia bo właśnie tam jadę. Chodźcie, podwiozę was - otworzyła nam tylne drzwi od samochodu, weszliśmy, a ona zajrzała jeszcze do bagażnika.
- Proszę - podała nam duży ciepły koc. - Pewnie zamarzliście - uśmiechnęła się do nas lekko.
- Dziękujemy - powiedziałam cicho, a kobieta wsiadła za kierownicę i ruszyła.
- Śpij mała, jutro będzie nowy, lepszy dzień. Już nie będzie jak kiedyś, obiecuję ci to - okrył nas kocem i pocałował w czoło. Ja od razu zasnęłam.

*Teraźniejszość*

Patrzałam na Chris'a z wielką radością, kolejny koncert wyszedł wspaniale. On i jego zespół Motionless In White dali z siebie wszystko i pokazali, że kochają to co robią. Występ dobiegł końca, a gdy zobaczyłam brata podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
- Świetnie zagraliście - uściskałam także resztę zespołu.
- Dzięki mała, a teraz wracajmy bo jutro ostatni koncert i powrót do domu - ucieszył się Motionless i wróciliśmy do naszego Tour Busa.

---------------------------
Jak wam się podobało? Może być? ;) Jeśli czegoś brakuje to mówcie śmiało, poprawie się ;D
Mam nadzieję, że fajnie wam się czytało :3
Jak na razie to tyle. Do zobaczenia w nowym rozdziale :*

Informacja ;3

Hej wszystkim! :D
Pewnie niektórzy mnie kojarzą z bloga Who can save me now?, prawda? ;3
Nie wiem czy powinnam się przedstawiać bo niektórzy już o mnie trochę wiedzą, ale jednak co mi szkodzi XD
Mam na imię Karolina, ale mówcie na mnie Calley, Call, Calluś, jak wolicie. Mam 15 lat, chodzę do trzeciej klasy gimnazjum i pochodzę z małego miasta na śląsku. Mój wygląd jest przeciętny. Posiadam ciemno brązowe włosy, które od ponad roku są farbowane na czarno, niebieskie oczy podkreślone mocnym czarnym makijażem, nie mam ładnej szczupłej figury, ale jakoś mi to nie przeszkadza :) Interesuję się śpiewem, piercingiem, z czego od prawie 3 tygodni posiadam kolczyk w języku oraz tunele 12mm w obu uszach XD Chciałabym się kiedyś zajmować tym (piercingiem) zawodowo i pracować w jakimś studiu. Jestem bardzo nieśmiała, rzadko z kimś rozmawiam, spędzam czas. Nie jestem zbytnio lubiana, ale da się przeżyć ;) Co jeszcze wam tu powiedzieć? Jestem zjebanym emo-metalem, jak to inni na mnie mówią XD Jednak mam własny styl i nie zaliczam się do żadnej subkultury. To tyle o mnie ;*
Tym razem chciałam coś napisać o kolejnym moim ulubionym zespole, a mianowicie Motionless In White. Ktoś na moim asku zapytał, czy nie napisałabym coś o nich, więc zgodziłam się o to jestem! :D Mam nadzieję, że się cieszycie z tego ;)
Na początek chciałabym poinformować, że notki będą dodawane w miarę często jeśli będę miała oczywiście czas i wenę do rozdziałów XD
Zastanawiam się nad imieniem głównej bohaterki, więc jak wam coś przyjdzie do głowy to piszcie w komentarzach :3
Wasza Calley Purdy Motionless <3