sobota, 4 października 2014

Prolog

*Przeszłość*

*Perspektywa Abigail*

Siedziałam sama w szafie cicho płacząc, słyszałam tylko krzyki rodziców oraz Chris'a. Bałam się, że znowu coś mu zrobią, nie chciałam, żeby mojemu bratu coś się stało. Wyciągnęłam z kieszeni spodni żyletkę, którą miałam z temperówki i lekko przejechałam po mojej wychudzonej ręce. Nie przestawałam płakać, ale nagle usłyszałam jak drzwi od pokoju się otwierają, przymknęłam szafę i czekałam aż ten ktoś pójdzie. Drzwiczki się otworzyły, a w nich zobaczyłam posiniaczonego Chris'a. Od razu rzuciłam mu się na szyję, on wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Lekko pogładził moje rany.
- Miałaś już tego nie robić mała - popatrzył na mnie smutno.
- Przepraszam - otarłam łzy. - Ty też miałeś przestać - chwyciłam jego dłoń.
- Mną się nie przejmuj, najważniejsze, żeby tobie się nic nie stało - pocałował mnie w czoło. - A teraz zaśnij Abbie. - położył się obok mnie i przytulił mocno.
- Dobranoc Chris - wtuliłam się w niego i słuchałam bicia jego serca.
- Dobranoc mała - ponownie ucałował moje czoło i zasnęliśmy.

*Dwa lata później*

Był środek nocy, spałam jak zabita w łóżku, ale poczułam jak ktoś mnie lekko szarpie za ramię, bałam się. Myślałam, że to mama znowu chce mnie pobić, albo ojciec, który ponownie chce się mną pobawić. Jednak to był mój brat.
- Abigail, wstawaj, musimy iść - powoli wygramoliłam się z łóżka szukając jakiś ubrań, ale nie znalazłam niczego.
- Chris? Gdzie są moje rzeczy? - spytałam przecierając oczy.
- Tutaj mała, ubierz je, szybko - podał mi torbę. W pośpiechu się ubrałam. Mój brat wystawił do mnie dłoń, więc ją chwyciłam i podeszliśmy do jedynego okna na naszym strychu. Chris wziął kilka prześcieradeł i związał je ze sobą, jeden koniec przywiązał do ramy łóżka, a drugi rzucił przez okno.
- Posłuchaj teraz mała - pochylił się i spojrzał mi w oczy. - Ja zejdę teraz na dół, a kiedy już skończę to ty zrobisz to samo, dobrze? - ja w odpowiedzi kiwnęłam twierdząco głową. - Dobrze, to teraz czekaj, aż ja będę na dole - pocałował mnie w policzek, chwycił dwie torby na ramiona i zaczął powoli schodzić po "linie". Po chwili był już na dole i dał mi znak, żebym też zeszła. Szybko wzięłam mojego ulubionego misia, którego od niego dostałam i usiadłam na krawędzi okna. Chwyciłam prześcieradło i powoli zniżałam się po nim. Kilka sekund później usłyszałam skrzypnięcie i spadałam w dół. Jednak nie zetknęłam się z ziemią bo wylądowałam w ramionach mojego brata.
- Wszystko w początku Abbie? - spytał zmartwiony.
- Tak, nic mi nie jest - mocno go przytuliłam. - Rama od łóżka musiała się złamać bo nie widzę, żeby rodzice się obudzili. - spojrzałam na niego.
- No dobrze, chodźmy zanim się zorientują, że nas nie ma - ponownie chwycił moją dłoń i szliśmy ulicą w nieznanym kierunku. Mało jechało samochodów, a Chris próbował każdy zatrzymać, jednak to nie podziałało. Zmęczeni usiedliśmy na polance przy drodze, zjedliśmy po kanapce z serem i popiliśmy wodą. Postanowiliśmy odpocząć, ale nagle oślepiło nas światło. Przed nami zatrzymał się samochód, z którego wyszła jakaś kobieta.
- Pomóc wam może? - zapytała z troską.
- Podwózki - odezwał się mój brat.
- A dokąd się wybieracie? - ukucnęła przed nami.
- Do Philadelphi - odpowiedział.
- To macie szczęścia bo właśnie tam jadę. Chodźcie, podwiozę was - otworzyła nam tylne drzwi od samochodu, weszliśmy, a ona zajrzała jeszcze do bagażnika.
- Proszę - podała nam duży ciepły koc. - Pewnie zamarzliście - uśmiechnęła się do nas lekko.
- Dziękujemy - powiedziałam cicho, a kobieta wsiadła za kierownicę i ruszyła.
- Śpij mała, jutro będzie nowy, lepszy dzień. Już nie będzie jak kiedyś, obiecuję ci to - okrył nas kocem i pocałował w czoło. Ja od razu zasnęłam.

*Teraźniejszość*

Patrzałam na Chris'a z wielką radością, kolejny koncert wyszedł wspaniale. On i jego zespół Motionless In White dali z siebie wszystko i pokazali, że kochają to co robią. Występ dobiegł końca, a gdy zobaczyłam brata podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
- Świetnie zagraliście - uściskałam także resztę zespołu.
- Dzięki mała, a teraz wracajmy bo jutro ostatni koncert i powrót do domu - ucieszył się Motionless i wróciliśmy do naszego Tour Busa.

---------------------------
Jak wam się podobało? Może być? ;) Jeśli czegoś brakuje to mówcie śmiało, poprawie się ;D
Mam nadzieję, że fajnie wam się czytało :3
Jak na razie to tyle. Do zobaczenia w nowym rozdziale :*

8 komentarzy:

  1. Dawaj juz rozdzial! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super jest! Szkoda ze wczoraj zasnelam i juz nie zdazylam przeczytac :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozpierdole bloggera. pisze ten komentarz już po raz uwaga 16 i jak znów się usunie, albo przekieruje mnie na stronę z pornolami, to się wścieknę.
    Prolog zajebisty. Tyle mam do powiedzenia. Weny życzę.
    Ps, jak było w kościele?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada sie super. Czekam :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się dawaj dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. OEZU 'ABBIE' BRZMI TAK... UROCZO.
    Dlaczego starsi bracia w Twoich opowiadaniach są tacy idealni? Później patrzę na mojego brata i takie 'O GOD WHY?'. Nienawidzę Cię za to :C
    Zawsze chciałam uciec przez okno po linie z prześcieradeł, ale niestety od mojego okna do ziemi jest jakieś pół metra, więc no. To nie byłoby zbyt ekscytujące.
    Czekam na 1 rozdział i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobra! W końcu tu dotarłam. Podoba mi się. Bardzo. Aż się sama sobie dziwię, bo MIW nie był jakoś nigdy moim ukochanym zespołem, aczkolwiek są dobrzy. Ostatnio włączyłam ich płytę i podoba mi się:O Czego brakuje? Dla mnie, to Horror'a, ale poczekam cierpliwie, na razie zachwycam się kochającym się rodzeństwem. Zazdroszczę im relacji...

    OdpowiedzUsuń
  8. Skończyłam czytać Twoje poprzednie opowiadanie, ale ogromnie oczekuje kolejnego rozdzialu tam. A tymczasem postanowilam zajrzec tutaj i no no..ciekawie sie zapowiada. Biorę się dalej za czytanie.

    OdpowiedzUsuń